Napełnieni na nowo

Lucyna Słup 

Lucyna Słup była twórcą i pierwszym redaktorem naczelnym Zeszytów Odnowy; obecnie jest Prezesem Stowarzyszenia M, które organizuje sesje „Wieczernik” oraz „Strumienie Wody Żywej” w Krakowie. Pracuje w kwartalniku „Życie Duchowe”.

Na początku

„Odczuwamy wielką radość, kiedy czujemy w sobie pierwsze poruszenie Ducha Świętego. [...] Zaczynamy mieć wgląd w tajemnice wiary, jesteśmy zdolni prorokować i mówić z mądrością. Umacniamy się w nadziei i otrzymujemy dar uzdrawiania”. 

Wbrew pozorom słowa te nie są fragmentem współczesnego świadectwa członka grupy modlitewnej Odnowy w Duchu Świętym. Napisał je prawie 1700 lat temu Hilary - święty biskup pochodzący z Poitiers w dzisiejszej Francji. Nawrócił się i został ochrzczony, będąc dorosłym człowiekiem. W tamtych czasach była to rzecz normalna. Naturalne było też to, że chrzest - przyjmowany wówczas razem z dwoma innymi sakramentami: Eucharystią i bierzmowaniem - łączył się z (jak określilibyśmy to dzisiaj) „wylaniem Ducha Świętego”, „napełnieniem Duchem Świętym” czy też „chrztem w Duchu Świętym”. Więcej - tak naprawdę całą inicjację chrześcijańską (a więc chrzest, bierzmowanie i Eucharystię) określano mianem „chrztu w Duchu Świętym”. Świadczą o tym pisma Cyryla Jerozolimskiego, Bazylego Wielkiego, Grzegorza z Nazjanzu czy też wspomnianego już Hilarego z Poitiers. Każdy z wymienionych Ojców, niezależnie od tego, czy należał do tradycji łacińskiej czy greckiej, podkreślał też, że u ochrzczonych spodziewano się widocznych znaków działania Ducha Świętego oraz charyzmatów. 

Tak było w pierwszych trzech wiekach istnienia Kościoła. Jednak już św. Jan Chryzostom żyjący na przełomie IV i V wieku pisał: „Obecny Kościół jest jak kobieta, dla której skończyły się dawne pomyślne czasy. W wielu sprawach zachowała jedynie ślady tej dawnej pomyślności. (...)

Zapewne na osłabienie żywej świadomości działania Ducha Świętego wśród wierzących wywarły wpływ herezje pierwszych trzech wieków chrześcijaństwa. Jednak był to również skutek mniejszej gorliwości, gdyż faktem jest, że właśnie w IV wieku, kiedy - według świadectwa św. Jana Chryzostoma dary duchowe wśród ogółu wiernych były już tylko wspomnieniem - odnowiły się one w powstałym wówczas ruchu monastycznym. Mnisi całe lata spędzający na pustyni w milczeniu, poście, ustawicznej modlitwie i rozważaniu słowa Bożego okazywali się zdolni nie tylko postępować drogami Ducha, ale też wprowadzać na nie innych. 
Działanie Ducha Świętego przejawiało się zresztą zawsze w okresach intensywnej odnowy Kościoła, a wielu świętych posługiwało charyzmatami, co nie zmienia jednak faktu, że w ciągu prawie 1500 lat w codziennym życiu Kościoła (zwłaszcza zachodniego) o Duchu Świętym mówiło się niewiele. 

Przebudzenie

Prawdziwą eksplozję Jego działania przyniósł dopiero XX wiek. Jedną z osób, która się do niej przyczyniła, była skromna włoska zakonnica bł. Elena Gerra. To właśnie ona pod wpływem osobistych objawień napisała list do papieża Leona XIII, prosząc go, by odnowił w Kościele nauczanie o Duchu Świętym - wychowawcy świętych. Papież usłyszał w jej prośbie głos Boży i opublikował encyklikę Provida Matris Caritate, w której wezwał cały Kościół do obchodzenia uroczystej nowenny do Ducha Świętego, odprawianej między Wniebowstąpieniem a Zielonymi Świętami. (...)

Weekend w Duquesne

Dla Kościoła katolickiego powiewem wiosny stał się Sobór Watykański II, zupełnie niespodziewanie zwołany przez „Dobrego Papieża” Jana XXIII. Rozpoczął się on od błagania papieża o nowe Zielone Święta: „Odnów w naszych dniach Twoje cuda, jakby przez nową Pięćdziesiątnicę. Spraw, aby Twój Kościół, będąc jednością i trwając na modlitwie z Maryją, Matką Jezusa, idąc za przewodnictwem świętego Piotra, mógł rozwijać królowanie naszego Boskiego Zbawiciela, królowanie prawdy 
i sprawiedliwości, królowanie miłości i pokoju”. Sobór ukazał nowe perspektywy i kierunek odnowy Kościoła. Przyznawał, że to Duch Święty „mocą Ewangelii utrzymuje Kościół w ciągłej młodości, ustawicznie go odnawia, [...] rozdziela różnorakie dary dla dobra Kościoła stosownie do swego bogactwa i do potrzeb posługiwania”. Podczas burzliwych obrad nie pominięto sprawy charyzmatów. „Starcie” między kardynałem Ruffinim (który uważał, że charyzmaty należą do przeszłości Kościoła i ostrzegał przed ich podkreślaniem w tekstach soborowych, widząc w nich 
zagrożenie dla Kościoła instytucjonalnego) a kardynałem Suenensem, biorącym w obronę charyzmatyczny wymiar Kościoła, zakończyło się „zwycięstwem” tego ostatniego. W dokumentach Soboru, w Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium oraz w Dekrecie o apostolstwie świeckich Apostolicam Actuositatem znalazły się dwa obszerne fragmenty dotyczące charyzmatów. 

Soborowe dokumenty powstałe pod natchnieniem Ducha doczekały się wkrótce odpowiedniej „ilustracji” zaczerpniętej z życia. W lutym 1968 roku grupa studentów i profesorów Uniwersytetu w Pittsburghu w Stanach Zjednoczonych wybrała się na weekendowy dzień skupienia do położonej niedaleko Pittsburgha miejscowości Duquesne, aby modlić się i rozważać Pismo Święte. Podczas tego weekendu niemal wszyscy przeżyli chrzest w Duchu Świętym. Jedna z uczestniczek skupienia, Patti Gallagher Mansfield, zapisała w swoim pamiętniku: „Zeszłam do kaplicy. Kiedy weszłam, zobaczyłam, że kilka osób siedzi na podłodze i modli się. Ja też uklękłam w obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie. I wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Zawsze, dzięki darowi wiary wierzyłam, że Jezus jest obecny w Najświętszym Sakramencie, ale nigdy dotąd nie doświadczyłam Jego chwały. Tego wieczoru uklęknęłam przed Nim cała drżąca przed Jego majestatem i świętością, pełna lęku wobec Jego obecności. On był tutaj... Król królów, Pan panów, Wielki Bóg Wszechświata [...]. Klęcząc przed Panem Jezusem Chrystusem w Najświętszym Sakramencie, pierwszy raz w życiu modliłam się «modlitwą bezwarunkowej uległości». Modliłam się w sercu: «Ojcze, daję Ci moje życie i chcę wszystkiego, czego Ty dla mnie pragniesz». Uświadomiłam sobie, że jak Mojżesz przed płonącym krzakiem znajduję się na świętej ziemi. Dziękuję Ci Panie! Przyszedłeś i teraz wiem, że Bóg jest prawdziwy”. 

Weekend w Duquesne, uchodzący za początek Odnowy w Duchu Świętym w Kościele katolickim, zrodził się z wielkiego duchowego głodu. 

„Religia daru”

Kontynuując opis tego, co przydarzyło się podczas weekendu w Duquesne, Patti Gallagher Mansfield pisze: „Od czubka głowy do koniuszków palców ogarnęło mnie poczucie głębokiej miłości Boga do mnie... Miłości miłosiernej. Szczególnie uderzył mnie ogrom miłości. Jest ona tak całkowicie niezasłużona, tak obficie wylana. Nie ma nic takiego, co moglibyśmy zrobić, żeby sobie zasłużyć na Bożą miłość. Została ona dana za darmo, hojnie, z obfitości Jego miłosierdzia. Nasz Bóg jest Bogiem miłości”.

To, co przeżyła Patti - ogarnięcie Bożą miłością i nowe poznanie Boga - jest najważniejszym skutkiem chrztu w Duchu, dzięki któremu odległy i daleki Bóg, często postrzegany jako surowy Sędzia, staje się nagle bardzo bliski, pełen miłości, kochający osobiście. To Bóg, który interesuje się codziennymi, ludzkimi sprawami: stanem zdrowia, wychowaniem dzieci, brakiem pracy i mieszkania. To zrozumiałe, że takie doświadczenie Boga wywiera wpływ na modlitwę, która staje się „żywą rozmową”. Więcej w niej dziękczynienia i uwielbienia, pojawia się dar języków oraz zamiłowanie do Pisma Świętego. 
Na tym jednak nie koniec. Mnóstwo świadectw - począwszy od historycznego już świadectwa Davida Wilkersona opisanego w książce Krzyż i sztylet - poprzez „rodzime” świadectwa rockowych muzyków czy też wielu zwykłych ludzi - mówią o tym, że przemianie duchowej towarzyszy przemiana moralna. 

Innymi słowami: Pan Jezus zaproszony i przyjęty czyni we wnętrzu człowieka to, co czynił na ziemi dwa tysiące lat temu. Wyzwala z lęków i zniewoleń oraz uzdrawia, i to nierzadko, ze schorzeń fizycznych. 
Istnieje jeszcze jeden owoc chrztu w Duchu, który w dzisiejszych czasach, przesyconych rozmaitą, bardzo często niezdrową duchowością można uznać za skutek jeżeli nie cudowny, to stojący na granicy cudu. Jest nim głębokie i autentyczne umiłowanie Kościoła. Chrzest w Duchu rodzi nowe spojrzenie na Kościół. I dzięki niemu okazuje się, że w dobie coraz częstszego postrzegania Kościoła jako wyłącznie instytucji, tysiące ludzi bez specjalnego teologicznego wykształcenia odkrywa w nim wymiar mistyczny, doświadczając, że Kościół jest wspólnotą. W tym kontekście rozważać należy budzące często tak wiele emocji charyzmaty. Te dary Ducha, o których Sobór mówi, że mogą być zarówno zwyczajne, jak i nadzwyczajne, są dane do budowania Kościoła. Otrzymuje je każdy ochrzczony, choć każdemu ofiarowane są dary inne, tak jak inne i niepowtarzalne jest powołanie każdego. (...)

Numer: 6 (67)/2003

Tytuł: Wylanie Ducha Świętego

Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami byl na zawsze.
(J 14,16)